obłoczek

Życie Obłoczka

Pewnego dnia miliony kropelek uformowały śnieżnobiały obłoczek. Przypominał porcję waty cukrowej z postrzępionymi brzegami.

– Witaj, Obłoczku – powiedział Księżyc, który właśnie kładł się spać – To Twój dzień. Wykorzystaj go jak najlepiej.

„Szkoda, że tak piękne zjawiska żyją tak krótko” – pomyślał Księżyc, przykrywając się pierzyną z szarych porannych chmur – „Z drugiej strony, ja żyję bardzo długo, a nie zobaczyłem ani jednego dnia.”

Obłoczkowi wcale nie wydawało się, że jego życie jest krótkie. W końcu miał przed sobą cały długi dzień. Każdą kropelką chciał zobaczyć świat. Nie mógł się doczekać poranka. Poszybował więc do Słońca, które właśnie się budziło i rozciągało swoje długie promienie.

– Kiedy wreszcie rozpocznie się mój dzień?

– Widzisz te szare chmury? Kiedy się rozsuną, nadejdzie poranek, a Ty zobaczysz świat.

– A…jaki jest świat? – dopytywał Obłoczek.

– Bardzo kolorowy. I myślę, że moja w tym zasługa – Słońce rozpromieniło się z dumy. – Liście wydają się bardziej zielone, kiedy je oświetlam, a morza bardziej niebieskie, gdy się w nich przeglądam. Dzięki mnie ludzie podnoszą wzrok do nieba i patrzą na obłoczki.

Obłoczkowi wcale nie zależało na tym, by wszyscy na niego patrzyli. To on chciał na wszystko popatrzeć. Szukał choćby najmniejszej szparki pomiędzy szarymi chmurami. Ale choć bardzo się starał, nie znalazł ani jednej.

– Dlaczego to tak długo trwa? – spytał Obłoczek – Czemu mój dzień wciąż się nie zaczyna?

– Już się zaczął – westchnęło Słońce – Ale nie mogę wyjrzeć zza chmur.

– Powinieneś się przez nie przebić!

– To nie takie proste. Są bardzo gęste.

– Ile czasu jeszcze Ci to zajmie?

– Nie chcę cię martwić, Obłoczku, ale zdarzają się dni, kiedy chmury w ogóle nie pozwalają mi wyjrzeć.

– Przecież mówiłeś, że świat jest piękny dzięki tobie i że na całym niebie jesteś najważniejsze!

– Tak…- zająknęło się Słońce – Jestem najważniejsze, ale…nie w pochmurne dni. Choć wciąż jestem wtedy ważne. Bo gdy wyjdę zza chmur po kilku takich szarych dniach, wszyscy się we mnie wpatrują. To wspaniałe uczucie.

– Po kilku takich dniach?

– Musisz zrozumieć, Obłoczku, są dni słoneczne i szare.

– Ale ja mam tylko ten jeden dzień – szepnął Obłoczek.
Gdyby on był potężnym Słońcem, starałby się ze wszystkich sił wyjrzeć zza chmur.

– Nie smuć się – zagwizdał wesoło Wiatr.

– Potrafisz rozgonić chmury? – spytał Obłoczek.

– Dziś jestem za słaby. Może jutro…

Jutro? Dla Obłoczka nie było żadnego Jutra, tylko Dziś. To miał być jego słoneczny, udany dzień. Słońce i Wiatr na pewno się mylą, a niebo wkrótce się rozjaśni. Wyobrażał sobie, jak pięknie będzie już za chwilę. Jednak im mocniej w to wierzył, tym bardziej chmury szarzały. Postanowił sam przebić szczelinę w chmurach. Rozpędził się i uderzył z całej siły w szarą ścianę. Ale tylko postrzępił sobie brzegi, a chmury ani drgnęły.

Inne obłoczki cierpliwie czekały.

– Co będzie, to będzie – mówiły – Nie zmienisz tego.

Obłoczek nie chciał pogodzić się z tym, że tyle wspaniałych rzeczy go omija. Znów podpłynął do Słońca, które tym razem ziewało z nudów.

– Ile jeszcze dnia zostało?

– Już popołudnie – powiedziało – Wątpię, że zdążę wyjrzeć zza chmur przed wieczorem.

– Mówiłeś, że to będzie piękny dzień!

– Mylisz się, Obłoczku. Niczego Ci nie obiecywałem.

„Jak to?” – pomyślał Obłoczek i spróbował wydobyć z pamięci jakąś obietnicę Słońca. Nie mógł sobie przypomnieć ani jednej.

Nagle za chmurami coś zaszumiało. Deszcz.

Tego było już za wiele. Obłoczek miał ochotę się rozpłakać. W ostatniej chwili się powstrzymał, bo dotarło do niego, że gdyby zaczął płakać, sam stałby się szarą burzową chmurą.

Inne obłoczki jeden po drugim rozpływały się, pozostawiając po sobie cienkie smugi.

– Poczekajcie! Dzień się jeszcze nie skończył! – wołał Obłoczek.

– Nic z tego nie będzie – odpowiedziały – Nie warto czekać.

Obłoczek został zupełnie sam. A deszcz zacinał coraz mocniej.

– Kiedy przestaniesz padać? – spytał Obłoczek słabym głosem.

– Aż się wypadam – wyszemrał Deszcz.

Obłoczek nie miał pojęcia, co to znaczy, ale Deszcz był bardzo tajemniczy i nie chciał powiedzieć nic więcej. Krople uderzały teraz o ziemię jak pociski. Wydawało się, że ulewa nigdy się nie skończy. Obłoczek postanowił się rozpłynąć. Trochę było mu żal, że nigdy już się nie dowie, czy jeszcze się rozpogodzi. Szybko jednak odepchnął tę myśl. „Widocznie nie było mi dane przeżyć pięknego dnia.” – pomyślał.

I wtedy chmury stęknęły. Przez wąską szczelinę przedostała się smuga światła. Zanim zdążył podpłynąć w to miejsce, chmury rozsunęły się jeszcze bardziej, tworząc okno. Obłoczek natychmiast przez nie wyjrzał. To, co zobaczył było piękniejsze niż się spodziewał. W dole migotało morze, nad którym rozciągała się plaża aż po zieloną linię lasu.

– Dziękuję, Deszczu – powiedział Obłoczek.

– Za co? To normalne, że po deszczu się rozpogadza. Gdyby nie ja, nikt nie doceniłby Słońca.

Obłoczek nie dosłyszał odpowiedzi, bo właśnie chmury rozsunęły się jeszcze bardziej, a on zobaczył długie molo, na którym para zakochanych wpatrywała się w niebo.

– Jaki piękny obłoczek! – zachwycała się dziewczyna – A mówiłeś, że cały dzień będzie pochmurny. Nie chciałeś tu jechać.

Okno w chmurach powiększało się. Zza chmur wolniutko wysuwało się Słońce. Obłoczek wstrzymał oddech z zachwytu. W blasku słonecznych promieni drzewa stawały się jasnozielone, plaża – ciemnozłota, a morze-szmaragdowe.

Obłoczek zauważył też, że ludzie wcale nie wpatrują się w Słońce. Czasami wprawdzie na nie zerkają, ale zaraz mrużą oczy. Wolą patrzeć na obłoczki. Zrobiło mu się żal Słońca, które przypominało teraz wielką czerwoną kulę.

– Zaczynam zachodzić – wyjaśniło Słońce – Ale zdradzę Ci, że wolę wyjrzeć późno zza chmur niż zniknąć w środku dnia. Wtedy ludzie patrzą w niebo ze złością, bo liczyli, że to będzie słoneczny dzień. Warto wyjść na chwilę, nawet jeśli miałoby się zaraz zajść.

Obłoczek postanowił przykryć Słońce, by ludzie mogli na nie popatrzeć. Kiedy się do niego przybliżył, zmienił kolor na pomarańczowy. A razem z nim całe niebo, liście drzew i grzbiety fal.

Ale na tym nie koniec cudów! Po chwili świat z pomarańczowego stał się fioletowy, a następnie różowy. Na molo zebrało się coraz więcej ludzi z aparatami fotograficznymi i zaczęli robić zdjęcia, jakby chcieli zatrzymać ten moment na zawsze. I mieli rację, bo wkrótce róż zbladł, aż w końcu zszarzał.

Obłoczek zaczął się rozpływać.

– Miałem wspaniałe życie – westchnął.

Szare chmury znów zakryły szczelnie całe niebo. Na wodzie migotały tylko ostatnie srebrne błyski. Krótkie wspomnienie po kolejnym zachodzie słońca.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Author: Emilia Becker

autorka bloga i „Szklanki z koszyczkiem”, która bywa Dobrą Wróżką i wyczarowuje podnoszące na duchu opowieści

One thought on “Życie Obłoczka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *