wedding ring

Złamane serce

Maria lubiła te ciemnogranatowe listopadowe popołudnia, kiedy za oknem świszczał wiatr, a światło płynące z ekranu spokojnie migało. Ogrzała palce na kubku herbaty. Robiła korektę książki Pawła o melodramatach. Nie umknęły jej brakujące przecinki ani  zbyt duże spacje, choć z trudem się koncentrowała, bo czytając ten potoczysty, mądry tekst prawie słyszała miękki, ciepły głos Pawła, którym kiedyś mówił, że ją kocha. Dawno temu. Nie liczyła lat, które minęły od tamtego czasu. Sąsiadki, ciotki i koleżanki wystarczająco często wypominały jej, jak długo jest sama.

Przez pięć lat studiów Paweł prawie nie odrywał od niej rąk. Po wykładach siadała w bibliotece po jego lewej stronie, by Paweł mógł jedną ręką gładzić ją po plecach, a drugą – sporządzać notatki. Szybko potrafił wychwycić treść najtrudniejszego tekstu i dopisywał na marginesie własne komentarze. Maria notowała dłużej. Czasami przepisywała całe akapity, bo bała się uronić zdania i zapisać je własnymi słowami. Dziś ta pokora wobec tekstów pomagała jej w korekcie.

Choć na studiach polonistycznych studiowało tyle pięknych dziewczyn, Paweł wybrał akurat ją. Na pierwszą randkę umówili się tuż po egzaminach wstępnych, a na drugim roku postanowili zamieszkać razem. Wynajęli ciasne mieszkanko przy ruchliwej ulicy. Oboje pochodzili z małych miejscowości i od razu pokochali wieczorne spacery po starówce, podczas których można się było wtopić w gwarny tłum. Nie przeszkadzał im nawet dźwięk tramwaju, który budził ich co rano. Zamierzali w przyszłości kupić to mieszkanie. Jeden z dwóch pokoi miał być gabinetem Pawła, bo już wtedy było wiadomo, że zajmie się pracą naukową.

Kiedy rówieśniczki przeżywały zawody miłosne, ona już planowała życie i to takie, o którym marzyła – u boku przyszłego profesora w dużym mieście. Ale ostatecznie tylko Paweł został w mieście, a ona z dwiema walizkami wróciła do rodzinnej wsi. Poczuła wtedy ostry ból, który w jednej chwili przeciął jej serce na dwie części. Wydawało jej się, jakby nagle przestało bić. Nie wiedziała, że to, o czym słuchała na zajęciach z romantyzmu może się zdarzyć naprawdę. Że serce da się złamać. Dlaczego tak nagle przestał ją kochać? Dlaczego tego nie zauważyła?

Przez kilka lat nie mogła nawet myśleć o tym, czy jest szczęśliwy z tamtą dziewczyną, którą poznał na studiach doktoranckich. Ale przecież musiał ją bardzo pokochać, skoro nawet zaopiekował się jej synkiem z poprzedniego związku. Maria zajęła się korektą książek. Pracowała w domu, dzięki czemu nie musiała patrzeć w roziskrzone oczy zakochanych koleżanek i mogła powoli znieczulać pęknięte serce. Aż do momentu, gdy wydawnictwo podesłało jej do korekty książkę Pawła. Zadzwonił. I choć rozmawiali tylko o książce, poczuła, że czas się zatrzymał. Może to nie był przypadek, że korekta trafiło akurat do niej? Może jednak mu jej zabrakło? Może zatęsknił?

*

– Najwyższy czas na operację – lekarz westchnął, stawiając pieczątkę na skierowaniu do szpitala – Jest ryzyko, ale nie ma Pan wyboru. Serce jest coraz słabsze.

Ojciec Marii w oczach lekarza zobaczył coś, czego najbardziej się bał. Litość.

 

Opierając się podmuchom wiatru, szedł wolno do domu. Zaryzykowałby, gdyby miał pewność, że Maria nie zostanie sama. Odkąd sześć lat temu wróciła z miasta, mieszkali tu tylko we dwójkę.

Czy istnieje coś takiego jak złamane serce? Tak naprawdę, w życiu, nie w filmie? Siostry, kuzynki, sąsiadki przeżywały zawody miłosne i groziły, że nigdy się już nie zakochają, ale zmieniały zdanie po kilku miesiącach. „Klin klinem” – doradzały. Przez pierwsze kilka lat po rozstaniu też liczył na to, że Maria jeszcze kogoś pokocha i jej serce samo się zrośnie. Teraz chciał już tylko jednego. Żeby zapomniała. Najgorsze, że wciąż rozmawiała z Pawłem, poprawiała jego książkę.

Minął grupkę osób stłoczonych na przystanku. Czekali na autobus do miasta, który odjeżdżał stąd dwa razy dziennie. Spojrzał na rozkład. To za pięć minut. Wiele razy postanawiał, że tam pojedzie. To dlatego wciąż nosił w kieszeni spodni  obite pluszem pudełko, które Maria dała mu tamtego dnia, mokre od łez. Na początku chciał wyrzucić je do rzeczki, której wartki strumień przepływał niedaleko ich domu. Potem zrozumiał, że to niczego nie zmieni. Ta miłość i tak nie odpłynie z jej życia.

Kiedy ostatni raz widział Pawła, ten obiecywał, że zaopiekuje się Marią. Potem zniknął. Podobno się zakochał, ale to nie mogło być takie proste. Kiedy jesteś z kimś tak blisko, nie możesz tak po prostu odejść. Musiało być coś jeszcze. Coś, o czym Paweł nie powiedział.

Za zakrętem zaświeciły pomarańczowe światła. Autobus. Ojciec Marii wstrzymał oddech i poczuł lekkie ukłucie w piersiach. Być może to ostatnia szansa, by poznać tę tajemnicę.

 

Gdy przechodził przez pasy na dużym skrzyżowaniu, jak zwykle miał wrażenie, że w mieście wszyscy chodzą szybciej od niego. Popędzany przez niecierpliwy dzwonek tramwaju i nerwowy pisk semafora, zdyszany przedostał się na drugą stronę ulicy. Wtopione w ciemność fasady kamienic wydawały się równie obce. Wzrokiem szukał tej, w której kiedyś mieszkanie wynajmowali Maria z Pawłem. Skoro Paweł wciąż tam mieszkał, wspomnienia nie mogły go boleć.

Wypożyczalnia kaset wideo, która kiedyś mieściła się na parterze tamtej kamienicy, zniknęła. Neony sklepów na parterach kamienic migały obojętnie, a przechodnie szturchali go i mijali pewnym krokiem, bo, w przeciwieństwie do niego, dobrze wiedzieli, dokąd się spieszą. Chciał już zawrócić, gdy zauważył tuż nad głową owalny szyld w kształcie obrączki z ozdobnym napisem „Jubiler”. Przypomniał sobie, jak Maria odprowadzała go na przystanek i opowiadała, że to tutaj Paweł wybrał jej pierścionek zaręczynowy. Miesiąc później wróciła do domu z oczami opuchniętymi od płaczu.

Dopiero trzeci sygnał dzwonka uciszył wesołe okrzyki, które dochodziły zza drzwi. Brunetka z włosami niedbale zawiązanymi w kitkę oparła się swobodnie o framugę. W rozciągniętych dresach i puchatych kapciach wyglądała w tym miejscu tak naturalnie, że ojciec Marii prawie zapomniał, jak zwykle na progu tego mieszkania witała go zawsze elegancka córka.

– Przyszedłem do…Pawła – zająknął się, bo nigdy dotąd nie mówił do niego po imieniu.

– Był Pan umówiony z mężem? – spytała, a w jej wesołych oczach zabłysła ciekawość.

Tak lekko wypowiedziała słowo „mąż”. Cały smutek Marii było w tym słowie.

– Poddaj się! – w korytarzu zabrzmiał bojowy okrzyk. Dwie postacie mignęły im przed oczami. Paweł uciekał przed chłopcem, który celował do niego z plastikowego pistoletu. Przyparty do ściany, podniósł ręce do góry i wtedy zauważył ojca Marii.

Znieruchomiał.

Wciąż wyglądał jak zagubiony w myślach student, za młodo na swój wiek.

– Proszę – szepnął i niepewnym gestem zaprosił go do środka.

Brunetka uniosła lekko brwi, ale gdy Paweł kiwnął głową na znak, że wszystko w porządku, między ich oczami przepłynęła ciepła iskierka.

– Pifff pafff!  – ze szpary w drzwiach sąsiedniego pokoju wysunęła się plastikowa lufa. Brunetka z tajemniczym uśmiechem, skradając się na palcach wśliznęła się do środka. To był ten sam pokój, który Maria zaplanowała na gabinet Pawła. Teraz wejścia do niego broniły dwie małe, kolorowe ciężarówki. Przed laty wiele razy zastanawiał się, czy Paweł byłby dobrym ojcem, czy też będzie chował się w swoim gabinecie przed obowiązkami,  które Maria chętnie przejmie, byle tylko mógł w spokoju pisać książki.

– Pracuję w kuchni – wyjaśnił Paweł.

Na dużym stole piętrzyły się wydruki pokreślone długopisem i poplamione dżemem, a porozrzucane karteczki zapisane ręcznym pismem trafiły nawet do miski z resztkami chipsów. Gdy Maria tu mieszkała, starannie segregowała notatki Pawła.

Nie zdejmując płaszcza, opadł na krzesło. Wiele kosztowała go ta wyprawa, ale nie chciał po sobie pokazać, jak z trudem łapie oddech. Przez te lata uzbierało się w nim tyle żalu i złości, że nawet nie wiedział, od czego zacząć.

– Przepraszam za bałagan. Piszę książkę o filmowych melodramatach. Maria ją redaguje, może Panu opowiadała.

Ojciec Marii nie zamierzał rozmawiać o książkach. Choć nigdy nie lubił czytać, to kiedyś szanował książki, jednak później zaczął obwiniać o wszystkie smutki, które spadły na Marię.

– Uważasz, że to w porządku? – spytał.

Paweł spojrzał na niego rozszerzonymi z przerażenia oczami.

Ojciec Marii wiedział, że był tchórzem. Wiedział to od początku.

– Spokojnie. Nie zmuszę Cię do tego, żebyś do niej wracał. Czy mógłbym zrobić coś takiego mojej córce? Powiedz mi tylko, dlaczego ją wtedy zostawiłeś. Muszę wiedzieć, zanim…zanim zostanie zupełnie sama.

– Nie zostawiłem jej. Rozstaliśmy się. Dawno temu.

Nawet nie wiedział, kiedy to było, a pamiętał tak wiele dat, tytułów i nazwisk.

– Dla niej to nie jest dawno temu. I wcale się nie rozstaliście, to Ty ją zostawiłeś. Przez te sześć lat byłem zbyt dumny, żeby powiedzieć Ci to w twarz. Ale tak, zostawiłeś ją.

– Nie zrobiłem nic złego. Powiedziałem jej uczciwie, że kocham Wiolę.

– Uczciwie? Miesiąc po tym, jak się oświadczyłeś? – odnalazł w sobie resztki siły, by te ostatnie słowa wypowiedzieć mocno.

Paweł westchnął.

– Tak bardzo chciała, żebym jej się oświadczył. Widziała we mnie kogoś, kim naprawdę nie byłem. Za bardzo mnie idealizowała. I chyba…za bardzo…kochała.

Mówił przyciszonym głosem, co chwilę zerkając w kierunku korytarza. Ojciec Marii uświadomił sobie, że nigdy nie chciał, by został jego zięciem. Nie podobały mu się jego szczupłe ręce, którymi nerwowo gestykulował ani rozbiegane wzrok, który chował pod okularami.

–  A ty…kochałeś ją?

Tyle razy wyobrażał sobie, jak wypowie to pytanie: zdecydowanie i mocno. Ale wypadło niepewnie i słabo. Głos mu zadrżał.

Paweł przez chwilę milczał, wyrównując nerwowo kupkę notatek.

– Naprawdę chce Pan wiedzieć?

Okrzyki w pokoju dziecięcym nagle przycichły. Ojcu Marii wydawało się, że cały dom, sąsiedzi na wszystkich piętrach, a nawet ściany chcą usłyszeć odpowiedź. Poczuł ukłucie w piersiach. Teraz zrozumiał, dlaczego Maria nigdy nie chciała poznać prawdy.

– Myślałem, że tak. Ale dopiero, kiedy poznałem Wiolę…Dopiero  wtedy…zrozumiałem, że …nie.

Ostatnie słowo wypowiedział prawie niedosłyszalnie. Siedzieli przez chwilę ze schylonymi głowami. Ojciec Marii poczuł, że zrobiło mu się gorąco w płaszczu. Wszystko, o co chciał oskarżyć Pawła, straciło sens.

– Ona ma złamane serce – powiedział tylko.

– Niemożliwe – odparł Paweł pewniejszym tonem – Złamane serce to fikcja, motyw literacki. Na przykład w rosyjskich melodramatach bohaterowie, których spotkała nieszczęśliwa miłość, umierają nagle na zawał. Piszę o tym w książce.

– Nie znam się na tych waszych…teoriach. Ale wiem jedno. Wy w tych książkach wszystko rozdrabniacie, a ja chciałbym skleić jej serce.

Paweł westchnął. W jego oczach po raz drugi dziś zobaczył coś, czego najbardziej się bał. Litość.

– Mogę obiecać, że już nigdy do niej nie zadzwonię i nie pozwolę, by redagowała moje teksty. To był przypadek…

Mówił o jego córce, jakby była jedną z tych pogniecionych kartek porozrzucanych po stole.

– Poddaj się! – z korytarza dobiegł chłopięcy krzyk i kobiecy śmiech.

 

Gdy ojciec Marii w drodze na przystanek mijał sklep jubilerski, wymacał na dnie kieszeni obite pluszem pudełko. Postanowił wreszcie się go pozbyć. W środku para młodych ludzi oglądała pierścionki, które wyłożyła na ladę sprzedawczyni o wysuszonej twarzy i wyblakłych oczach.

– Nic tańszego nie mamy – powiedziała, krzyżując ręce na piersiach. Złote bransoletki na jej nadgarstkach cicho zabrzęczały.

Dziewczyna wsunęła na palec jeden z pierścionków tak powolutku, jakby nie dowierzała, że to dzieje się naprawdę.

Sprzedawczyni odwróciła w kierunku ojca Marii.

– Chciałbym go zwrócić – powiedział, kładąc na ladzie przemoknięte pudełko.

Spojrzała na niego nieufnie, a potem odchrząknęła i włożyła okulary, które zwisały z jej szyi na złotym sznurku. Wyjęła plakietkę z dna pudełka  i parsknęła.

– Po sześciu latach zwrot nie przysługuje.

– Córka nosiła go tylko przez miesiąc. Miałem go wyrzucić, ale pomyślałem, że tutaj bardziej się przyda.

Sprzedawczyni  niechętnie podniosła pierścionek pod światło. Ojciec Marii był pewien, że zaraz mu go zwróci. Ale ona, mrużąc oczy, obróciła pierścionek kilkakrotnie w dłoniach, wreszcie sięgnęła do szuflady pod ladą, wyjęła z niej lupę i przyłożyła do oczka połyskującego chłodnym blaskiem. Jej surowa twarz pojaśniała.

– Niemożliwe –szepnęła – Musiał Pan pomylić pudełka. Nigdy nie mieliśmy w sklepie takiego pierścionka.

Ostrożnie położyła pierścionek na ladzie.

– Nie będę Pana oszukiwać – dodała – Nasz cały sklep nie jest wart tego kamienia. To najdroższy brylant, jaki widziałam.

–Chłopak, który kupił go mojej córce, był wtedy studentem. Nie miał pieniędzy na drogą biżuterię.

Ojciec Marii obrócił plakietkę w ręce. Widniał na niej adres sklepu i wypisana długopisem cena. Bardzo niska cena. Czy to możliwe, że pierścionek zyskał na wartości w jego kieszeni?

– Mówił Pan, że córka nosiła go tylko przez miesiąc? – spytała po chwili sprzedawczyni zmienionym, miękkim głosem – Złamane serce?

Kiwnął głową.

– Podobno, gdy serce pęka, powstaje brylant – powiedziała.

Wydawało się, że w przez jej smutną twarz przebiegł cień wspomnienia.

Ojciec Marii nawet nie zapytał, ile jest wart ten kamień. Nie zamierzał przeliczać tych sześciu lat swojej córki na pieniądze.

Spojrzał na chłopaka, który niecierpliwie przestępował z nogi na nogę, czekając aż jego dziewczyna napatrzy się na pierścionek. Mógł być w tym samym wieku co Paweł, kiedy oświadczył się Marii.

-Wiem, że jest za drogi – westchnęła dziewczyna – Ważne, że mnie kochasz.

– Zdecydowaliście się Państwo? – spytała sprzedawczyni, zerkając w kierunku zakochanej pary.

– Dziękujemy. Jeszcze się zastanowimy – powiedział chłopak. Dziewczyna wolnym gestem zdjęła pierścionek z palca i smutno się uśmiechnęła. Ojciec Marii już chciał wręczyć im pudełko, ale wtedy zauważył, że chłopak lekko się odsunął, gdy dziewczyna próbowała chwycić go za rękę.

Postanowił, że dziś wreszcie wrzuci pierścionek  do rzeki. Niech popłynie i zniknie na zawsze albo przyniesie komuś szczęście.

*

„W tym filmie tylko bohaterka kocha. Bohater przyjmuje jej uczucie do momentu, gdy po raz pierwszy naprawdę się zakochuje. Wtedy uświadamia sobie, że nigdy jej nie kochał.”

Maria poczuła ukłucie w sercu, jak zawsze w chwili, gdy myślała o Pawle. Raz jeszcze przeczytała ostatnie zdanie z ekranu.
„Wtedy uświadamia sobie, że nigdy jej nie kochał.”
To dziwne. Ból ustał. W ciszy zabrzmiał dźwięk, którego dawno nie słyszała. Bicie serca.

Otworzyła okno. Do pokoju wpadł powiew chłodnego wiatru. Furtka zaskrzypiała. Ojciec wrócił dziś wyjątkowo późno. Już zaczęła się o niego martwić.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Author: Emilia Becker

autorka bloga i „Szklanki z koszyczkiem”, która bywa Dobrą Wróżką i wyczarowuje podnoszące na duchu opowieści

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *