BlueBird3

Niebieski ptak

Jest taka piosenka o niebieskich ptakach, które mieszkają za tęczą. Podobno kiedy ktoś ma wielkie marzenie, niebieski ptak leci, by pomóc mu je spełnić. Właściciel musi go odnaleźć i zaopiekować się nim, a wtedy zaczyna spełniać swoje marzenia.

Czerwono-żółte światła reflektorów zamiast sunąć po drodze stały w miejscu delikatnie mrugając. Gdzieś niedaleko przepłynął sygnał karetki. Zima jak co roku sparaliżowała miasto. Michał rozsunął ochlapaną szybę i wychylił głowę. Nie było stąd widać końca korka. Światła poprzedzającego samochodu przesunęły się o pół metra i zatrzymały. Uderzył ręką w kierownicę. Co to da, że podjedzie ten kawałek? I tak wszystko się opóźni. Później odbierze Adasia ze szkoły muzycznej, później zacznie odrabiać z nim lekcje i sam później zasiądzie do dodatkowego zlecenia. Dziś mijał termin oddania projektu, nad którym ślęczał po godzinach. W zegarze na wyświetlaczu bezlitośnie przeskakiwały kolejne minuty. Miał wrażenie, że każda cenna chwila roztapia się w brudnych zaspach, piętrzących się po obu stronach ulicy.

Nagle światła poprzedzającego samochodu skręciły w prawo. Michał postanowił też pojechać w tym kierunku. Może uda się bocznymi drogami przedostać do tej części ulicy, gdzie korek się rozluźnia? Zawsze to lepsze niż tkwić w miejscu.

Znał dobrze tę boczną drogę. W dzieciństwie wlókł się tędy z kolegami, wracając ze szkoły. Po drodze spędzali długi chwile w sklepie zoologicznym. Przyciskali oczy do ścianek akwariów, za którymi wdzięczyły się rybki w fantastycznych kolorach. Pewnego razu zauważył pod sufitem klatkę, w której na drążku prężył się niewielki ptak o pięknych, szmaragdowych piórach. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, ptak smutno zagruchał i zatrzepotał skrzydłami, jakby chciał odfrunąć. Michał miał ochotę wyciągnąć z plecaka kartkę i ołówek i natychmiast go narysować. W tamtych czasach rysował wszędzie. Pod ławką, na podwórku, w łóżku. Dziwne. Rysowanie było kiedyś dla niego tak ważne, a potem na tak wiele lat je porzucił…

Zza rogu ulicy wyłaniał się skrawek głównej drogi. Tam także ciągnął się sznur samochodów. Michał z całej siły uderzył ręką w kierownicę. I wtedy kątem oka zobaczył znajomy szyld. Niemożliwe. Czyżby, mimo że w okolicy powstało kilka galerii handlowych, ten sklepik przetrwał? Od śmierci rodziców nie bywał w tej okolicy. Zamieszkał z żoną i synem w apartamencie na przedmieściach. Za wygodę płacił takim właśnie jak dziś popołudniowym korkiem…
Już wiedział, że niczego nie przyspieszy. Zaparkował i spojrzał w witrynę sklepu. Za zasłoną z wirujących płatków śniegu ciepło błyszczało światło. Akwaria mieniły się kolorami. Ciekawe, czy wciąż za ladą stoi ten sam sprzedawca z wypukłymi, żółtymi oczami?

Od tamtego dnia, gdy Michał po raz pierwszy zobaczył błękitnego ptaka, wpadał tu codziennie po szkole i sprawdzał, czy nikt go nie kupił. Sprzedawca musiał to zauważyć.
– Chciałbyś go mieć? – spytał kiedyś cichym, świszczącym głosem.
Dopiero, kiedy usłyszał to pytanie, uświadomił sobie, że chciałby go mieć. I to bardzo. Postanowił jednak, że nie przyzna się do tego.
– Nigdy nie widziałem takiego ptaka – powiedział tylko – To jakiś rodzaj papugi?

Sprzedawca spojrzał na niego ciekawie, lekko z ukosa.
– To jest po prostu niebieski ptak – odpowiedział – Jest taka piosenka o niebieskich ptakach, które mieszkają za tęczą. Podobno kiedy ktoś ma wielkie marzenie, niebieski ptak leci, by pomóc mu je spełnić. Właściciel musi go odnaleźć i zaopiekować się nim, a wtedy zaczyna spełniać swoje marzenia. Moim zdaniem, ten tutaj też na kogoś czeka. Może właśnie na Ciebie?
Michał ścisnął mocniej ołówek, który zawsze trzymał w kieszeni. Marzył o tym, by przez całe życie rysować komiksy. Czy dzięki niebieskiemu ptakowi to marzenie mogłoby się spełnić?

Uśmiechnął się do swojego wspomnienia i zanim zdążył się zastanowić, znalazł się przed drzwiami sklepu. Dzwonek wesoło zabrzęczał. Otoczył go spokój, którego tak brakowało na zatłoczonej ulicy. Przez chwilę znów poczuł się małym chłopcem.
Gdzieś pod sufitem zabrzmiało ciche gruchanie. Niesamowite. On wciąż tu był. Niebieski ptak w klatce. Miał szmaragdowe pióra i patrzył na niego tak, jakby znali się do dawna.

Zza lady wychylił się sprzedawca. Spojrzał na Michała ciekawie, z ukosa. Jego żółte, wypukłe oczy otaczała teraz sieć zmarszczek.
– Dawno już tak się nie ożywił – powiedział, patrząc w stronę błękitnego ptaka – Chce Pan go kupić?
Chciał go kupić i to bardzo. Ale tak samo jak wtedy, gdy był małym chłopcem, nie dał tego po sobie poznać.
– Przejeżdżałem tędy i przypomniałem sobie, że chodziłem do tego sklepu jako dziecko. Opowiedział mi Pan wtedy taką historyjkę o błękitnych ptakach, które mieszkają za tęczą. Jak w piosence.
– Widocznie miał Pan wtedy wielkie marzenie – odparł sprzedawca – Co się z nim stało?
Skąd mógł wiedzieć, że się nie spełniło? Czy to było wymalowane na jego twarzy? I czy to w ogóle było wielkie marzenie? Przecież do momentu, gdy wszedł do tego sklepu zapomniał, że w ogóle potrafi rysować.
– Spełniam marzenia syna – odpowiedział wymijająco, poprawiając krawat – Jest bardzo zdolny, gra na skrzypcach, występuje w szkolnym teatrze, gra w tenisa.
– To dużo. Będzie mu trudno rozpoznać największe marzenie. A wtedy żaden niebieski ptak nie będzie mógł do niego przyfrunąć.

Jak ten człowiek miał czelność oceniać jego syna? Co mógł wiedzieć o jego zdolnym Adasiu? Dlaczego miałby wybierać jedno marzenie? Przecież po to na zmianę z żoną zawodził i odwoził syna z kolejnych zajęć, by mógł spośród nich wybrać to, co go najbardziej go interesuje. Nie miał ochoty tłumaczyć tego obcemu sprzedawcy.
– Niczego Pan nie rozumie – odburknął tylko.
– Chcę tylko powiedzieć, że nikt poza Panem nie może spełnić Pańskiego marzenia – odpowiedział spokojne, muskając palcami szczeble klatki. Niebieski ptak zatrzepotał skrzydłami, jakby miał ochotę odfrunąć.

Wychodząc, Michał usłyszał jeszcze smutny gruchot, ale zamiast się odwrócić, trzasnął drzwiami. Mimo że tkwił w korku jeszcze przez dobre pół godziny, przestał wciąż zerkać na zegarek. Słowa sprzedawcy nie dawały mu spokoju. Obracał je w myślach aż do chwili, gdy dotarł wreszcie do szkoły muzycznej. Adaś, wsiadając do samochodu, jak zwykle rzucił niedbale futerał od skrzypiec na tylne siedzenie, a potem rozsiadł się wygodnie. Wyglądał dziś inaczej niż zwykle. Jego policzki poczerwieniały od mrozu, a oczy wesoło błyszczały
– Fajnie, że się spóźniłeś! – powiedział – Pograliśmy sobie w śnieżki na podwórku szkoły. Inni rodzice też stali w korku!

Adaś nie miał pojęcia, jakie sumy pochłaniała jego edukacja i jak często pracowali z Martą po nocach, by zapewnić mu wszystko, czego sami nie mieli. Żyli według grafiku, precyzyjnie ułożonego przez Martę. A ich syn wolał bitwę na śnieżki!
Michał spojrzał w lusterko. Adaś zasnął.

Dom pachniał jak zwykle sosem do spaghetti, perfumami Marty i świeżym praniem. Tym, co kochał i przy czym tak łatwo zapomniał o rysowaniu.
Marta zdjęła ostrożnie śpiącego Adasia z ramion Michała, a potem położyła chłopca na kanapie i przykryła kocem.
– Niech chwilę odpocznie – szepnęła – ale potem go obudzę, żeby odrobił lekcje.
– Daj spokój. Raz może pójść do szkoły bez odrobionych.
Marta podniosła brwi.
– Ostatnio ma słabsze oceny. Jak tak dalej pójdzie, dostanie się do słabszego gimnazjum, na słabsze studia, a potem…
– A ja skończyłem dobre studia i co z tego? W pracy robię w kółko to samo. A potem tkwię w korku i walczę, by zaoszczędzić każdą minutę, po to, by przez pół nocy robić co? Też w kółko to samo!

Przestraszył się własnych słów. Czyżby naprawdę tak myślał? Jakoś samo mu się to powiedziało.

Marta spojrzała na niego z pobłażaniem. Jak zawsze, gdy budził się w nim niesforny chłopiec. Ostatnio to zdarzało się bardzo rzadko. Zazwyczaj widział dumę w jej oczach, gdy rano poprawiała mu krawat.
– Wszyscy jesteśmy zmęczeni, to normalne, cały semestr za nami – odpowiedziała spokojnie – Niedługo wyjedziemy w Alpy, odpoczniemy i wszystko znów będzie w porządku.

Michał wiedział, że wyjazd w Alpy nie wystarczy. Na dwa tygodnie zapomni o całym świecie, a potem znów będzie tak samo.
– Marta – zaczął niepewnie – pamiętasz, jak kiedyś… rysowałem komiksy?

Uśmiechnęła się i przeciągnęła palcami po jego równo przyciętych włosach. Tak, jak robiła to w liceum, kiedy nosił włosy do ramion, a w plecaku teczkę z nowymi rysunkami. Chciał wtedy zdawać Wydział Grafiki, jednak szybko zdecydował się na architekturę. Wkuwał matmę, ćwiczył rysunek techniczny i w klasie maturalnej zupełnie zapomniał o komiksach. Marta też wyglądała wtedy inaczej. Szyła sobie kolorowe sukienki i kurtki. Kto by pomyślał, że wybierze księgowość i codziennie przed wyjściem do pracy będzie zapinała przed lustrem guziki kolejnego szarego mundurka.
– Chciałbym wrócić do rysowania – powiedział bardzo szybko. Tak, jakby się bał, że za chwilę nie będzie już miał odwagi się do tego przyznać.

Marta cofnęła rękę, ale nic nie odpowiedziała. Wiedział, co to znaczy. Zamiast się kłócić wolała poczekać, aż przejdzie mu chwilowy kaprys. Stała nad kuchenką i odwrócona plecami, nakładała spaghetti na talerz.
– Nie chcę decydować pochopnie. Ale…Będę potrzebował więcej czasu na rysowanie – kontynuował – I dlatego chcę zrezygnować z dodatkowej pracy po godzinach.
Marta dalej milczała.
– Wiem, że to brzmi trochę nierealnie, ale będę miał szansę, by wydać własny komiks!

Wreszcie się odwróciła.
– A zastanowiłeś się nad szansami Adasia? – spytała, podsuwając mu talerz ze spaghetti – Nie możemy mu ich odebrać.
– Skąd wiesz, że chce je wykorzystać? Dziś powiedział mi, że najbardziej lubi bawić się na śniegu z kolegami. A teraz co robi? Śpi! Cały dzień biega z zajęć na zajęcia. Nic dziwnego, że jest zmęczony.
– Być może jeszcze tego nie wie – odparła – ale z pewnością w przyszłości to doceni.
– A co z naszymi marzeniami? – spytał.
– Na nie już za późno – odpowiedziała zdecydowanie – Ci, którym starczyło talentu, podostawali się na wydziały artystyczne, my nie mieliśmy tej iskry. Tak to sobie wyjaśniłam.
– Nie! To ty nie chciałaś, żebym został artystą! Wymarzyłaś sobie, że będę ułożonym architektem, który chodzi do pracy w garniturze i dobrze zarabia! – wypalił.
Marcie stanęły łzy w oczach.
– Nigdy mi nie mówiłeś, że nie lubisz swojej pracy. Kiedy skończyłeś architekturę, byłeś taki dumny…

Zawstydził się własnych słów. To, co powiedział, nie było sprawiedliwe. Nigdy nie wspominał, że chciałby wrócić do rysowania komiksów. Właściwie, sam o tym nie pomyślał, aż do dziś. Skąd Marta mogła o tym wiedzieć? Wypowiedziała na głos obawy, do których przez lata nie chciał się przed sobą przyznać. Że miał za mało talentu. Ale przecież nigdy nie pokazał nikomu swoich prac, nawet nie próbował dostać się na Wydział Grafiki. Bał się, że poniesie porażkę, a teraz zrozumiał, że nie osiągnięcia liczyły się najbardziej. Ważne było to, żeby rysować. Może nie talentu mu zabrakło, tylko odwagi?

Kiedy Marta zniknęła w pokoju Adasia, zajrzał do skrytki na najwyższej półce szafy. Wymacał ręką podniszczony karton. Wysypał z niego na biurko ołówki, kredki, flamastry i kartki. Zróżnicowane odcienie, grubości i gramatury świadczyły o tym, jak poważnie traktował kiedyś swoje komiksowe plany. Wziął do ręki szmaragdową kredkę i poczuł jej przyjemny drewniany zapach. Przypomniał sobie, z jaką radością wiódł kiedyś kredką po kartce. Spróbował narysować błękitnego ptaka, którego zobaczył dziś w sklepie. Jednak efekt go rozczarował. Ręka mu drżała i kreska nie była tak pewna jak kiedyś. Zmiął rysunek i wyrzucił go do kosza. Jak mógł naiwnie uwierzyć, że po tylu latach powróci do rysowania? Marta miała rację. Już na to za późno.

*

Mijały kolejne podobne do siebie dni, aż wreszcie podmuchy wiosennego powietrza przegoniły zimę. Poza tym wszystko było jak dawniej. Ranki i popołudnia spędzał w korku, odbierał Adasia ze szkoły muzycznej i pracował po godzinach. Tylko Marta przyglądała mu się uważniej, gdy wracała z pracy, ale o nic nie pytała. Być może bała się, że potajemnie porzuci dodatkowe projekty? Czasami wchodziła do pokoju, jakby chciała coś powiedzieć, ale tylko kładła mu na biurku kubek z kawą.

Jak zwykle wtedy, gdy dni się wydłużały, miał wrażenie, że wolnego czasu jest więcej niż zimą. Pewnego słonecznego poranka, kiedy powiewał wesoły wiosenny wietrzyk, trawa przybrała soczysty, jasnozielony kolor, a w powietrzu wirowały różowe płatki z pobliskiej jabłonki poczuł, że wszystko jest możliwe. A może gdyby kupił błękitnego ptaka wszystko by się ułożyło? Mógłby jednocześnie pracować nad projektami i rysować? Może wystarczy go tylko kupić?

Tego dnia wierzył w cuda i nie mógł się doczekać chwili, kiedy wracając z pracy, skręci w znajomą boczną uliczkę. Mimo to, kiedy wreszcie stanął przed drzwiami sklepu, poczuł tremę. Dzwonek wesoło zadźwięczał. Rozejrzał się dookoła. Nigdzie nie dostrzegł klatki z niebieskim ptakiem.

– Słucham Pana? – młody mężczyzna w białej koszuli wychylił głowę zza ekranu laptopa, który zajmował teraz centralne miejsce na ladzie.
– Myślałem…wcześniej sprzedawał tutaj…
– A, tak. Mój ojciec. Niestety, nie żyje. Od dwóch miesięcy. Znał go Pan?
– Nie, rozmawialiśmy tylko dwa razy. Przyszedłem, bo…chciałbym kupić takiego błękitnego ptaka. Klatka wisiała zawsze tutaj, pod sufitem.
– Niebieski ptak, no tak. Nie mam pojęcia, co się z nim stało. Podobno uciekł. Dni są teraz coraz cieplejsze. Wietrzyliśmy. Dziwne… taki piękny okaz, a nikt nie chciał go kupić. Ale za to mamy papużki nierozłączki. Widzi pan, jakie słodkie. A przy tym mało chorują, nie są wybredne. Jedzą nasiona słonecznika, owies czy proso. Wszystko to może Pan również u nas kupić.

Patrzył na sprzedawcę jak przez mgłę. Poczuł się jak chłopiec, któremu ktoś odebrał cukierka. A więc to koniec. Jak mógł być tak naiwny, by uwierzyć w te bzdury? W to, że zwyczajny ptak w klatce potrafi spełnić marzenia?

Kiedy zamyślony wychodził ze sklepu, wpadł na młodą kobietę, której omal nie wyleciała z rąk siatka. Kobieta nieoczekiwanie się uśmiechnęła.
– Cieszę się, że Pana spotkałam – powiedziała.
Skinął uprzejmie głową, choć nie przypominał sobie, żeby się znali.
– Pan mnie nie pamięta? Uczę Adasia gry na skrzypcach.
– Ach tak, skrzypce. Jak postępy syna? – spytał, poprawiając krawat.
– W tym właśnie rzecz – powiedziała – Sądzę, że…powinien zrezygnować.
– Jak to? Teraz? Przecież ćwiczy już tak długo.
– W muzyce liczy się konsekwencja – mówiła wolno, ważąc każde słowo. – Ale myślę też, że ważna jest radość z gry. Trzeba mieć do tego serce. Adaś się męczy. Z tego nie może powstać muzyka.

Michał zaniemówił. Z pobliskiego drzewa zerwało się stado ptaków i przefrunęło nad ich głowami.
– Rozumiem, że to trudne – kontynuowała nauczycielka, patrząc na niego ze współczuciem – Tyle Pan zainwestował w te lekcje. Inny nauczyciel pewnie nie powiedziałby Panu prawdy. Wolałby zarobić. Ale niech Pan na to spojrzy na to z innej strony. Może gdy Adaś zrezygnuje ze skrzypiec, odnajdzie inną pasję? Proszę to przemyśleć.

Michał powlókł się do samochodu. Zrobiło mu się gorąco, więc zdjął marynarkę i rzucił ją na tylne siedzenie. „W tym kraju jest albo zima, albo lato. Nic pomiędzy” – pomyślał i trzasnął drzwiami samochodu. Nie zauważał już błękitnego nieba, soczysto zielonej trawy ani różowych płatków, które fruwały w powietrzu. Przez drogę powrotną zastanawiał się, jak powiedzieć Marcie o tym, co usłyszał od nauczycielki. To będzie dla niej duży cios. Cała ich ciężka praca poszła na marne.

Dom pachniał sosem od spaghetti. Marta nuciła w kuchni. Dziś wzięła sobie wolne w pracy i wyglądała na bardzo wypoczętą. Nie chciał psuć jej dobrego nastroju, ale wiedział, że musi powiedzieć prawdę jak najszybciej, póki Adaś nie wróci z zajęć kółka teatralnego.
– Spotkałem dziś …nauczycielkę… gry na skrzypcach – zaczął, wymawiając wolno każde słowo.
Przyłożyła mu palec do ust.
– Wiem – powiedziała.
– Z Tobą już rozmawiała? – zdziwił się.
– Nie, ale i tak wszystko wiem. Od tamtej rozmowy, zimą, zaczęłam zwracać uwagę na to, jak bardzo Adaś jest zmęczony tym kieratem, który mu narzuciliśmy. Musimy dać mu więcej wolności. Nie tylko od skrzypiec. Teatrzyk też go już nie bawi. I chyba nie lubi tenisa. Za bardzo się zaangażowaliśmy w wymyślanie mu marzeń, a zapomnieliśmy o naszych.
– Przecież mówiłaś, że na nasze jest już za późno – przypomniał.

Marta w odpowiedzi tylko zalotnie mrugnęła okiem. Wydała mu się teraz o piętnaście lat młodsza.
– Chodź – powiedziała – To dlatego wzięłam sobie dziś wolne.

Otworzyła drzwi do sypialni. Pod oknem stało teraz szerokie biurko, a na nim – w kilku stojakach pyszniły się starannie poukładane flamastry, kredki i ołówki. Na środku leżał otwarty, czysty szkicownik. Ten skrawek pokoju wyglądał tak pięknie jak pracownia, o której Michał kiedyś marzył. Nigdy nie opowiadał Marcie o tym swoim marzeniu. Skąd je znała?

– Od tamtej rozmowy ani razu nie mówiłeś o rysowaniu, ale zauważyłam, że coś w Tobie zgasło. Często wchodziłam do Twojego pokoju i próbowałam Ci o tym powiedzieć, ale bałam się, że kiedy zachęcę Cię do rysowania, odbiorę szanse Adasiowi. Trochę to trwało, zanim wszystko zrozumiałam.

Usiadł onieśmielony nad kartką papieru.
– Teraz już musisz rysować – powiedziała i zmierzwiła mu ręką włosy, a potem zostawiła go samego.
Zapełnił pierwszą kartkę, a potem kolejną. Jego kreska stawała się coraz pewniejsza. Nie czuł, jak mija czas. Wydawało mu się, że znów ma szesnaście lat i że całe życie przed nim.

Uchylił okno. Do pokoju wpadł wiosenny wiatr, a wśród dziecięcych okrzyków usłyszał znajomy głos. To Adaś bawił się z kolegami na podwórku. Zza ściany dochodził jeszcze jeden, dawno nie słyszany dźwięk. Maszyna do szycia. I wtedy tuż obok coś zatrzepotało. Na parapecie przycupnął niebieski ptak.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Author: Emilia Becker

autorka bloga i „Szklanki z koszyczkiem”, która bywa Dobrą Wróżką i wyczarowuje podnoszące na duchu opowieści

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *