Cliff2

Na krawędzi klifu

Choć nasze życie płynie, miejsca pozostają takie same. Plaże, lasy, pagórki nie przeżywają wraz z nami zawodów ani nadziei. Są zawsze tak samo wyrozumiałe i ciche. Zawsze mnie to dziwi, kiedy wracam po latach w to samo miejsce…

Osty wczepiały się w rąbek jej koronkowej sukienki, a obcasy zapadały w piaszczystą ścieżkę. Gdyby wiedziała, że pójdą spacer, włożyłaby szorty i sandałki. Ale to nie byłby odpowiedni strój na taką okazję. Miała dziś poznać rodziców Jacka. Nareszcie.

Jej koleżanki spędzały weekendy z rodzinami swoich chłopaków, a Jacek wciąż nie przedstawił jej swoim rodzicom. Czy w ogóle o niej wiedzieli? Przez te pięć miesięcy, odkąd się spotykali, wiele razy miała ochotę o to zapytać, ale bała się odpowiedzi. Dopiero, kiedy pewnego wieczoru, przy drugim kieliszku czerwonego wina, zwierzyła się swojej przyjaciółce, Ani, jak bardzo ją to boli, sprawa nabrała tempa. Ania wypaliła Jackowi, że jeśli myśli o związku poważnie, powinien swoją dziewczynę przedstawić rodzicom. I, zupełnie nieoczekiwanie, Jacek się zgodził.

W zatłoczonym autobusie, który w sierpniowe popołudnie zbliżał się do małej, nadmorskiej wioski – rodzinnej miejscowości Jacka, duszący zapach spalin mieszał się ze słodką wonią olejku do opalania. Wciśnięta w tłum plażowiczów z trudem łapała oddech. Przed sobą widziała brązowe plecy, w ucho łaskotały ją sznurki od czyjegoś stroju kąpielowego, a o łydkę ocierał się szorstki ręcznik. Pasażerowie nie mogli się doczekać, by rozłożyć koc na piasku.

W lekkich rozmowach, przerywanych śmiechem i dziecięcymi okrzykami rozbrzmiewał wakacyjny nastrój, który nie potrafił jej się udzielić. Czuła się tak, jak podczas letniej sesji na studiach, gdy w upalny dzień jechała na ważny egzamin. Jacek był jej pierwszą miłością, o której od tak dawna marzyła. Może nie trzeba było go zmuszać do tego spotkania? Za nic nie chciała zepsuć tego związku.

Drzwi autobusu rozsunęły się. Na przystanku nie było Jacka. Przez chwilę miała ochotę jechać dalej, jednak dała się ponieść do wyjścia tłumowi turystów. Jacek zaraz przyjdzie. Na pewno. Po prostu chwilę się spóźni.

Zamiast ruszyć jak inni w kierunku plaży, przystanęła i rozejrzała się wokół. Piękne miejsce. Wzdłuż wąskiej ulicy przycupnęły domy ze spadzistymi dachami, otoczone ogródkami, w których kołysały się malwy i róże. Gwar rozmów cichnął w oddali. Wzięła głęboki wdech. Powietrze pachniało ziarenkami piasku. Może teraz będzie bywała tu częściej?

Jak na zawołanie zza rogu wyłonił się Jacek i machnął ręką, żeby podeszła. Wyobrażała sobie, że podbiegnie do niej i mocno przytuli, ale to nie byłoby w jego stylu. Skręcili w wąską uliczkę, a następnie polną ścieżkę. Nawet nie zapytał, czy wygodnie jej przedzierać się przez osty w takim stroju. Szedł kilka kroków przed nią i tylko czasami się odwracał. Tak bardzo chciała, żeby chwycił ją za rękę i objął. Jednak, odkąd minęło pierwsze zauroczenie, Jacek odsuwał się, kiedy próbowała go dotknąć.

Polna ścieżka prowadziła na krawędź majestatycznego klifu. Spojrzała w dół. Maleńcy ludzie spacerowali po plaży, a dalej rozpościerało się ciemnogranatowe morze.
– Jak tu pięknie! – westchnęła.
– Skoro już tak długo jechałaś, to postanowiłem Ci pokazać najładniejsze miejsce tutaj.
„A więc dziś nie przedstawi mnie rodzicom” – pomyślała.
Jacek patrzył przed siebie. Uświadomiła sobie, że dzisiaj ani razu nie spojrzał jej w oczy.
– Chciałem Ci coś powiedzieć…
Jego głos zabrzmiał jednostajnie jak daleki szum morza. Wstrzymała oddech. Nawet wesoły letni wiatr znieruchomiał na chwilę, jakby zamierzał podsłuchać ich rozmowę. Nie miała odwagi spojrzeć na Jacka. Wpatrywała się w źdźbła trawy pod stopami. Miała nadzieję, że czas się zatrzyma i nigdy już nie usłyszy tego, co Jacek chce powiedzieć. On jednak zawahał się tylko na moment.
– Zasługujesz na kogoś lepszego – powiedział i strzepnął biedronkę, która usiadła mu na ramieniu.
Zabolało ją każde słowo z osobna. Zasługujesz. Na. Kogoś. Lepszego.
– Ale nie – z trudem próbowała wydobyć z siebie głos – Jest mi z Tobą bardzo dobrze. Jeśli chodzi o Twoich rodziców, to…
– Nie chodzi o rodziców – uciął – Wolę być sam.
Głos nie zadrżał mu ani przez chwilę.
Jakby od dawna chciał to z siebie wyrzucić i wreszcie poczuł ulgę.
„To koniec.” – pomyślała – „Widocznie nie zasługuję na miłość. Tyle na nią czekałam, a nie potrafiłam jej przy sobie przytrzymać.”
Przysunęła się do krawędzi klifu.

Jacek ze zmrużonymi oczyma wpatrywał się w morze i niecierpliwie kołysał się w miejscu. Jakby nudziło go czekanie, aż dotrą do niej jego słowa. Miał już ochotę odejść. Na zawsze.
Nawet nie zauważył, że jej stopa wysunęła się dalej, poza krawędź urwiska.
I wtedy za ich plecami zabrzmiały czyjeś głosy.
Wąską ścieżką zbliżała się para. Wysoki blondyn objął drobną brunetkę i pocałował ją w czoło.
– Jesteśmy, moja Malutka! – powiedział.
Szybkim krokiem podeszli do brzegu klifu.
Dziewczyna ze zdziwieniem spojrzała na jej stopę, wystającą poza krawędź klifu, więc szybko się cofnęła. I wtedy uświadomiła sobie, że ta drobna brunetka jest bardzo do niej podobna.

*

– Wygodnie Ci? – spytał Marek.
Szli polną ścieżką, prowadzącą nad morze. Choć włożyła wygodne tenisówki, jej stopy zapadały się w piasek.
– Jeszcze chwilę. Warto, bo to piękne miejsce – powiedział Marek, a potem objął ją i pocałował w czoło.
Stanęli na krawędzi klifu.
– Jesteśmy, moja Malutka!
Spojrzała w dół. Maleńcy ludzie spacerowali po plaży, a dalej rozpościerało się ciemnogranatowe morze.
– Już kiedyś tu byłam – szepnęła.
Przypomniałam jej się, jak dawno temu, też pod koniec lata, stała tu obok Jacka i wysunęła stopę poza krawędź klifu. Chciałaby teraz spojrzeć w oczy tamtej dziewczynie i powiedzieć jej, że nie warto. Że jeszcze tyle dobrego ją czeka.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Author: Emilia Becker

autorka bloga i „Szklanki z koszyczkiem”, która bywa Dobrą Wróżką i wyczarowuje podnoszące na duchu opowieści

2 thoughts on “Na krawędzi klifu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *